sobota, 31 stycznia 2015

Malowany Szwadron

Malowany szwadron.
Ze wspomnień gen. Michała Gutowskiego.
Spisane przez rtm. Roberta Woronowicza

Mniej więcej 10 lat temu podczas przeglądu koni w Szwadronie Kawalerii WP w Starej Miłosnej Generał Michał Gutowski wspomniał zdarzenie z maja 1939 r., które miało zakończenie po wojnie w Londynie. Wspomnienie Generała przytaczam z pamięci jako ciekawy obrazek z życia przedwojennej kawalerii. Generał opowiadał:

W maju 1939 r. 17 Pułk Ułanów Wielkopolskich, w którym służyłem nieprzerwanie od zakończenia nauki w CWK, miał otrzymać nowy, zgodny z przepisami sztandar. Wręczenia sztandaru miał dokonać Marszałek Śmigły-Rydz w czasie obchodów uroczystości 20-lecia Pułku.

Pełniłem wówczas funkcję dowódcy 1 szwadronu. Z powodu znakomitego wyglądu koni w moim pododdziale (dodatkowy owies od zaprzyjaźnionych ziemian wielkopolskich) mój szwadron został wyznaczony do powitania delegacji na dworcu w Lesznie. W trakcie tej uroczystości podszedł do mnie adiutant generała Regulskiego (inf. opow.) znajdującego się w grupie dostojników towarzyszących Marszałkowi. Oficer ów przekazał mi gratulacje od Generała za znakomity wygląd szwadronu. Zasalutowałem szablą trzykrotnie w podziękowaniu.

Następny raz spotkałem Generała już po wojnie w Londynie. Odwiedziłem go wówczas w jego skromnym mieszkaniu. Generał pogratulował mi szczęścia żołnierskiego w czasie mojej służby w 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka. Jednak rzeczą która najbardziej utkwiła w jego pamięci był mój szwadron honorowy z uroczystości w maju 1939 r.

Wtedy wstałem i powiedziałem

- Panie Generale muszę się przyznać, że szwadron był malowany.

A było tak: gdy stanęliśmy z szefem szwadronu przed stojącym na przeglądzie pododdziałem, odezwałem się w te słowa:

- Józiu (do podoficerów, którzy niczym nie podpadli, mówiło się po imieniu) tak nie może być!

Pomimo wymiany koni z dużymi odmianami w innych szwadronach nie wyglądało to najlepiej. Wprawdzie wszystkie konie były kare, ale wyraźnie rzucały się w oczy różne małe odmiany. Tu strzałka, tam kwiatek, tu pęcina, tam skarpetka – to nie był „mój” szwadron honorowy.
Szef drapał się po głowie, nagle mówi:

- Panie Rotmistrzu pomalujemy je.
- Czyś ty zwariował?
- Panie Rotmistrzu, jak cyganie ukradną konia to tak go przemalują, że właściciel go nie pozna.
- Czego ci potrzeba i ile czasu?
- Panie Rotmistrzu, pięć złotych i dwie godziny.
- Dobrze. Pierwszy szereg ma mieć gwiazdkę i strzałkę, drugi tylko gwiazdkę, żadnych odmian na nogach Jak będzie gotowe, zamelduj.

Po dwóch godzinach wachmistrz melduje gotowość do przeglądu. Idziemy, patrzę – szwadron jak malowany (w rzeczywistości malowany) – odmiany zgodnie z moim rozkazem. Pytam szefa:

- Jak to zrobiłeś?

Szef pokazuje mi puszkę białej farby olejnej i czarną pastę do butów.

- I tak to było Panie Generale.


Zakończyłem opowieść. Generał wstał z fotela, wyjął z szafki butelkę koniaku przechowywaną na lepsze czasy, otworzył, nalał do kieliszków – Wypijmy za ten pański malowany szwadron – powiedział.

wtorek, 27 stycznia 2015

LANCA – BROŃ POLSKIEJ KAWALERII HISTORIA ORAZ PRAKTYCZNE UŻYCIE W WALCE


      W dniu 16 maja 1811 roku pod wsią Albuera w Hiszpanii stanęły naprzeciw siebie dwa korpusy: angielski marszałka Beresforda i francuski marszałka Soulta. Wczesnym rankiem brygada generała Colborna rozwijała się do walki na prawym skrzydle sprzymierzonych wojsk angielsko-hiszpańsko-portugalskich, gdy spadła na nią szarża Ułanów Nadwiślańskich. Pierwszy przyjął ją 3 pułk piechoty liniowej, the Buffs. Przyjął i zginął. Ten sam los spotkał następne pułki brygady: 48 (Northamptonshire) i 66 (Royal Berkshire). Na sześć sztandarów (trzy królewskie i trzy pułkowe) ułani zdobyli pięć. W ciągu całej kampanii hiszpańskiej armia francuska zdobyła osiem angielskich sztandarów, czyli zaledwie trzy własnymi rękami. Szarżując dalej, pułk (stan do boju 28 oficerów i 563 ułanów) uderzył na angielską baterię artylerii, zdobywając pięć dział. Przeciwko rozproszonym w walce ułanom marszałek Beresford rzucił 4 pułk dragonów, lecz został on w ciągu kilku minut rozniesiony na lancach, tracąc dwóch dowódców szwadronów (wzięci do niewoli).

                                                           Bitwa pod Albuerą

          Szarża pod Albuerą jest niemal nieznaną w Polsce, natomiast jej wpływ na taktykę jazdy był bez porównania większy. Cesarz Napoleon po bitwie pod Albuerą rozkazał przezbrojenie sześciu pułków dragonów na pułki lansjerów. Pułk Nadwiślański został rozwinięty do dwóch pułków (7 i 8). Pamiętając te oraz inne liczne cięgi z ręki Nadwiślańskich, natychmiast po objęciu naczelnego dowództwa wojsk brytyjskich Lord Wellington rozkazał zorganizować pułki ułańskie. Pułki te otrzymały mundury na wzór polski, a ich wyszkoleniem zajęli się polscy instruktorzy, zwolnieni z obozów jeńców w Anglii.1

Bronią, która zapewniła kawalerii polskiej tak znaczne sukcesy, była lanca. Ponieważ w omawianym okresie historycznym była ona bronią typowo polską, należy się jej szczególna uwaga.

W fachowym słownictwie bronioznawcy lanca to krótka broń drzewcowa – nie należy się sugerować określeniem „krótka”, gdyż jej długość na ogół przekraczała 2,5 m, czyli wysokość standardowego mieszkania w bloku.

       W broń o podobnych parametrach i funkcjach wyposażeni byli w średniowiecznej Francji stradioci (Stradioti), żołnierze najemni rekrutujący się z ludów znakomicie jeżdżących konno.

                                                                Stradioti

           W Polsce w XVI w. w rotach strzelczych pojawia się krótka broń drzewcowa zwana rohatyną. To protoplasta ułańskiej lancy. Długość rohatyny oscyluje w okolicach 2,5 m i ta długość będzie się utrzymywała z niewielkimi odstępstwami do końca historii lancy.

          Pojawienie się tej broni było spowodowane dwoma czynnikami:
- coraz rzadszym zastosowaniem pełnej zbroi płytowej
- taniością broni przy konieczności zwiększania liczebności jazdy.

          Pod koniec XVI w., gdy kształtowała się jazda narodowego autoramentu, jej średni komponent – kozacy (późniejsi pancerni) byli uzbrojeni w rohatyny. W Koronie broń ta zostaje zarzucona na ok. 70 lat, ale na Litwie w chorągwiach petyhorskich i tatarskich rohatyna jest stale obecna (wschodni przeciwnik w miękkiej lub kolczej zbroi, niski koszt w porównaniu z dobrą szablą). W roku 1676 cała średnia jazda w Koronie zostaje wyposażona w rohatyny (listy przypowiednie).

                                                    Pancerny (kozak, petyhorzec)

        W XVIII wieku w wojnie północnej, śląskiej i siedmioletniej na służbie saskiej, francuskiej i pruskiej pojawiają się chorągwie tatarskie werbowane w Rzeczpospolitej, których główną bronią jest rohatyna. W trakcie działań wojennych wykształca się technika władania tą bronią. Zwłaszcza wojna siedmioletnia była dla niej swoistym poligonem.

                                                            Tatar polski

         Pod wrażeniem sukcesów saskich ułanów (bo ta nazwa pojawia się coraz częściej, będąc pochodną tatarskiego nazwiska Ułan, częstego wśród dowodzących tatarskimi chorągwiami) podobne rodzaje kawalerii są formowane w 1743r. we Francji a w 1745 w Prusach.

     Pojawia się wówczas nazwa lanca, która w języku francuskim oznacza broń drzewcową jeźdźca – zarówno kopię rycerską (kopijniczą), jak i broń krótką drzewcową.
W słownictwie polskim występują równorzędnie nazwy rohatyna i dzida. W końcu XVIII w. pojawia się nazwa proporzec a nazwa kopia zostaje przypisana krótkiej broni drzewcowej wraz z wyposażeniem Kawalerii Narodowej w tę broń jako zaznaczenie pochodzenia wspomnianej formacji od husarii.

      Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego powracające z saskiej służby chorągwie tatarskie stały się w Koronie zaczątkiem Kawalerii Narodowej. Dwie z powracających chorągwi, przydzielone do wojsk litewskich, utworzyły pierwsze w historii jazdy polskiej pułki straży przedniej. Nowo utworzona kawaleria polska została wyposażona w sprawdzoną w ostatnich wojnach krótką broń drzewcową o długości 287,5 cm w Kawalerii Narodowej i 258,8 cm w pułkach straży przedniej. W broń drzewcową uzbrojeni byli towarzysze, zaś pocztowi wyposażeni byli w broń sieczną, głównie pałasze.
W czasach rozbiorowych i po rozbiorach kawaleria wyposażona w lance (tak będziemy już określać tę broń) powstaje w armiach wszystkich zaborców. Tworzona jest głównie z dawnych obywateli Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

         Pierwszy polski pułk ułański powstaje w Legionach Polskich we Włoszech. Od tego czasu ułani stają się stałym elementem Legii Polskich poza granicami kraju. Ułani Legii Naddunajskiej biorą znaczący udział w bitwie pod Hohenlinden.

     Powstająca jazda Księstwa Warszawskiego, w okresie formowania, spontanicznie przyjmuje lance jako broń podstawową, co wprawdzie z niechęcią, ale zostaje zaaprobowane przez Francuzów, którym lanca (krótka pamięć o sukcesach polskich pod Hohenlinden) kojarzy się z kopią rycerską.

Od lewej: kopia husarska, rycerska, lanca, człowiek ok. 170 cm wzrostu

       Następna przełomowa data dla omawianej broni to 6 lipca 1809 – bitwa pod Wagram, po której Szwoleżerowie Gwardii zostają wyposażeni w lance. Ponoć w trakcie bitwy odebrali tę broń austriackim ułanom księcia Szwarcenberga. Dotychczasowe sukcesy lancy, traktowanej jako broń „dzikich sojuszników” stały się sukcesami broni Gwardii Cesarskiej co było niejako nobilitacją tej broni drzewcowej.

   Ostatecznym i zdecydowanym rozsławieniem lancy stały się walki Ułanów Nadwiślańskich na Półwyspie Iberyjskim. Hiszpańskie określenie „los infernos picadores” lub dosadne angielskie „them bloody sticks” świadczą dobitnie, jak groźną dla nieprzyjaciół była bronią.

   Przyjęcie lancy na uzbrojenie lekkiej kawalerii praktycznie wszystkich armii europejskich nie skutkowało jednak sukcesami tej broni w rękach innych niż polskie.

Czym spowodowane były sukcesy tej broni w rękach naszej kawalerii ?

      Historycy omawiający to zagadnienie nie potrafią zrozumieć jego specyfiki, ponieważ nie mieli okazji praktycznego użycia tej broni konno.

      Cechy lancy polskiej okresu napoleońskiego to:
- drzewce w kształcie wrzeciona;
- przesunięcie środka ciężkości w kierunku tylca, co daje większy zasięg;
- w konsekwencji, nie jest konieczne wydłużanie lancy (lance niemieckie i rosyjskie – złe wyważenie; lance tonkinowe angielskie i francuskie – krótkie i dobrze wyważone).


                                                   Lanca epoki napoleońskiej

  Moje doświadczenia ze szkolenia kawalerzystów w użyciu lancy na zawodach kawaleryjskich i pokazach oraz osobiste jej użycie na torze pozorników i w bitwach rekonstrukcyjnych (melee) doprowadziły do następujących wniosków:


         1. Podstawowym warunkiem sprawnego władania lancą jest wysoki poziom jazdy konnej. Niekoniecznie maneżowej ale raczej naturalnej, ta „iskra boża”, która tworzy prawdziwego jeźdźca. Ułan na koniu kieruje nim podświadomie, skupiając się na władaniu lancą, podobnie jak dobry kierowca, który prowadząc samochód, nie myśli o naciskaniu na pedały i o zmianie biegów. Sprzyja temu zżycie się z koniem od dziecka oraz dobór koni, które znają i rozumieją się ze swoimi jeźdźcami.

Polska kawaleria nie była tak liczna jak np. francuska czy rosyjska, więc łatwiej było znaleźć odpowiednich kandydatów na dobrych kawalerzystów. Inne też było podejście ideowe do walki – rola korpusu oficerskiego. Wielkie masy kawalerii obniżały średni poziom wyszkolenia. Kawaleria francuska w wielkich masach szarżowała kłusem bo nie mogła utrzymać szyku w galopie. W Rosji szkoły kawalerii powstały dopiero po pobycie kawalerii rosyjskiej w Paryżu w 1814 r., tj. po kontaktach ze szkołami kawaleryjskimi w Saumur i Wersalu.

Lanca w rękach nie dość wyszkolonego jeźdźca tylko mu przeszkadza – patrz bitwa pod Wagram i odebranie lanc ułanom austriackim.

        2. Władanie lancą jest prostsze i skuteczniejsze niż władanie szablą lub pałaszem (jeżeli spełniony jest warunek pierwszy). Aby przerąbać się skutecznie przez gruby mundur i oporządzenie, trzeba być znakomitym „rębaczem” (znów warunek pierwszy). Nie jest to możliwe do osiągnięcia dla wszystkich kawalerzystów, gdyż do tej sztuki konieczna jest owa „iskra boża” i długotrwałe, wieloletnie ćwiczenia.

Lanca przewyższa szablę i pałasz zasięgiem i zadaje skuteczniejsze rany – rany kłute, głębokie, szczególnie groźne przy lancy z grotem szerokim „liściastym” stosowanym do drugiej połowy XIX w. Swego czasu zaprosiłem na trening do zawodów kawaleryjskich kolegę ułana nadwiślańskiego z epoki napoleońskiej uzbrojonego w dawny typ lancy z szerokim, tnącym grotem. Trening trwał krótko, gdyż worki – pozorniki znoszące wiele ataków lancami XX-wiecznymi (groty kłujące) wytrzymały jedynie jeden przejazd z lancą napoleońską.

Stąd kawalerię Księstwa Warszawskiego składającą się z dobrych jeźdźców łatwiej było wyposażyć w lance, niż uczyć ich „na szybko” walki szablą i pałaszem.

Z tego powodu zmienia się wyposażenie w lance korpusów osobowych. Gdy w Kawalerii Narodowej towarzysze są uzbrojeni w lance (kopie) a pocztowi w broń sieczną, to w jeździe wojen napoleońskich lanca staje się bronią szeregowych a szabla oficerów. Oficerowie polscy, jako lepiej wyszkoleni w fechtunku, byli bezpieczni wobec słabo wyszkolonych lansjerów wojsk przeciwnych.

Lanca była przede wszystkim bronią ofensywną, odpowiadającą charakterowi walki konnej preferowanej przez polską jazdę od przełomu XVI i XVII ww. W trakcie melee (walka na krótkim dystansie), w walce z dobrym fechmistrzem uzbrojonym w szablę, lansjer był w gorszym położeniu, ale takich mistrzów szabli było niewielu wśród przeciwników.

      3. Regulamin władania lancą to tylko wstęp do prawdziwego bojowego jej użycia. Praktyka czyni mistrza. Cięcia grotem, zasłony krzyżem i wiele innych nieregulaminowych elementów użycia lancy było przekazywanych „świeżym” kawalerzystom na ćwiczeniach poza zajęciami regulaminowymi. Szczególnie użycie „bezpiecznej” ćwiczebnej lancy w trakcie rekonstrukcji bitew pierwszej połowy XIX w. unaocznia człowiekowi, jak straszną bronią była lanca. Rekonstrukcje Wiosny Ludów na Węgrzech, podczas których w wielkim melee walczy ze sobą 70 – 80 kawalerzystów dają okazję wykorzystania doświadczeń przodków i w pełni potwierdzają ich skuteczność.
Władanie lancą konno można obejrzeć na portalu YouTube, wpisując temat „Krakus –lanca”.

    Brak spełnienia powyższych warunków u ułanów i lansjerów obcych armii spowodował zubożenie bojowego użycia lancy. Zrezygnowano z grotów liściastych, ograniczając się tylko do kłucia, gdyż fechtunek lancą okazał się za trudny. Poza tym lance takie były tańsze.

Lansjer angielski

      Próbowano także wydłużać lance, co jeszcze bardziej ograniczało władanie nimi. Lanca drewniana rosyjska miała ok. 330 cm długości a niemiecka stalowa 320 cm.

Ułan niemiecki

     W Polsce, ostatnie przewagi ułanów walczących wg polskiej szkoły lancy miały miejsce w 1831 r. w trakcie wojny polsko-rosyjskiej po Powstaniu Listopadowym.

    W wojnach napoleońskich ostatnie użycie tej broni w polskich rękach to udział Szwadronu Elby w bitwie pod Waterloo. Obok naszych szwoleżerów ze słynnego szwadronu Jerzmanowskiego wystąpił tam 2 pułk czerwonych lansjerów – „les lansjers rouges” z Holandii i Westfalii. To właśnie oni zostali przedstawieni na panoramie bitwy znajdującej się współcześnie w miejsowości, pod którą odbyła się słynna bitwa. Jednak w filmie „Bitwa pod Waterloo” z 1970r. umieszczono naszych kawalerzystów. Scena, gdy wykłuwają lancami szkocki pułk gwardii konnej Scots Greys, powinna być znana wszystkim polskim kawalerzystom.

     Renesans przeżyła lanca w polskich rękach w czasie wojny o niepodległość w latach 1918 – 1921. Były to jednak lance obce, nie dające takich możliwości, jak lance polskie sprzed stu lat. Poza tym jedynie w wojnie z Rosją Sowiecką, w której manewrująca w szyku konnym kawaleria była istotnym elementem bojowym, lanca miała okazję zaznaczyć swoją rolę. Dlatego też w II RP stała się ona stałą pozycją uzbrojenia polskiej jazdy. Szkoląc kawalerzystów, zakładano, że jeździec na koniu swobodnie posługujący się trzymetrowym „drągiem” będzie lepiej wyszkolony od tego, który tej sztuki nie posiadł. Wprawdzie nikt nie zakładał (zwłaszcza pod koniec lat 30-tych) użycia lancy w przyszłej wojnie, jednak jej obraz w rękach szwoleżerów, ułanów i strzelców konnych przypominał społeczeństwu o naszych przewagach w historycznych bojach.

Kawaleria polska

Zgodnie z przypuszczeniami, lance nie były wykorzystane bojowo w trakcie Kampanii Wrześniowej. Pozostawiono je na wozach taborowych, gdyż kawaleria polska walczyła głównie pieszo, wykorzystując konie do przemieszczania się. Używano ich natomiast do oznakowania miejsca stacjonowania dowództw różnych szczebli pododdziałów kawaleryjskich.

       Warszawska Brygada (późniejsza dywizja) Kawalerii Ludowego Wojska Polskiego nie była wyposażona w lance. Dopiero po odzyskaniu pełnej niepodległości w 1989r. ta tradycyjna polska broń wróciła do Wojska Polskiego jako uzbrojenie reprezentacyjne Szwadronu Kawalerii WP. Szwadron, powstały w 2000r. jako kontynuator tradycji polskiej jazdy, otrzymał lance w 2001 roku. Były to kopie lanc francuskich wz. 1913, jednak wykonywane w niewielkiej ilości nie były w stanie dorównać oryginałom wykonywanym na potrzeby najliczniejszej armii w Europie. Zarówno ciężar, jak i odporność na zgięcia dalekie były od oczekiwań.

Kawaleria ochotnicza w XXI wieku

   W 2013 roku stanęła przed Dowództwem Garnizonu Warszawa konieczność wyposażenia SKWP w nowe lance, gdyż dotychczasowych kopii lancy francuskiej wz. 1913 zostało jedynie 19 szt. Zaprojektowałem wówczas polską lancę wz. 2013, która po wyprodukowaniu i dostarczeniu do Szwadronu w lutym 2014 r. w liczbie 50 sztuk stała się pierwszą polską lancą na wyposażeniu polskiej kawalerii od 1830 roku. Szerzej i dokładniej o tej lancy napiszę w kolejnym artykule o lancach.

Szwadron Kawalerii Wojska Polskiego

     W końcu Wojsko Polskie posiada pododdział kawalerii reprezentacyjnej, w którym wszyscy ułani (jak przed wojną) wyposażeni są w tę charakterystyczną dla Polaków broń. Szwadron, nad którym powiewa chmura proporczyków przypomina nam przedwojenny Szwadron Przyboczny Prezydenta II RP.

      Gdyby tylko umundurować dzisiejszy Szwadron w ułanki nawiązujące do tych z lat 20-tych i zmienić jego nazwę na Szwadron Przyboczny Prezydenta RP, osiągnęlibyśmy pełną kontynuację polskich tradycji kawaleryjskich.

rtm. Robert WORONOWICZ

Przypis:

1. P. A. Szudek, W służbie Marsa. Tom I, Warszawa-Londyn 2002, s. 122 i n.

Niniejszy tekst stanowi uzupełnioną i zaktualizowaną wersję wykładu, jaki miałem przyjemność wygłosić na międzynarodowej konferencji w Muzeum Wojska Polskiego w roku poprzedzającym 200-lecie bitwy pod Albuerą.