niedziela, 23 kwietnia 2017

Oficer - Dowódca Kawalerii Ochotniczej



Na początku kwietnia br. odbyło się szkolenie oficerów-dowódców Federacji Kawalerii Ochotniczej. Oto wykład, który przygotowałem dla Kolegów.


 Oficer- Dowódca KO

Podstawowa zasada DOWÓDCY w kawalerii to "za mną" a nie "naprzód".
         Dotyczy to dowódców do szczebla szwadronu a nie dywizjonu czy pułku, których zadania są nieco odmienne.
         Przykładem postępowania dowódcy może być działalność bojowa rtm. Michała Gutowskiego, dowódcy 1 szwadronu 17 Pułku Ułanów Wlkp. (późniejszego generała) w Kampanii Wrześniowej. Dowodzenie szarżą na most pod Uniejowem czy zdobycie Walewic w boju nocnym znakomicie obrazują tę zasadę.
         Im niższy szczebel dowodzenia tym ta zasada obowiązuje szczególniej. W Kawalerii Ochotniczej posługujemy się dumną nazwą szwadronów, ale tak naprawdę nasze pododdziały to półplutony lub w najlepszym przypadku plutony. Przykład: na manewrach pod Wolą Gułowską w 2014 r. było około 60 szabel (szwadron czasu pokoju XX lecia międzywojennego).
       Dlatego zasada "ZA MNĄ" powinna być wyznacznikiem działania każdego oficera KO.

"ZA MNĄ" dotyczy wszelkich sfer życia kawaleryjskiego:
- wiedza o historii kawalerii a szczególnie własnego Pułku. Literatura: Księga Jazdy Polskiej 1935, O kawalerii polskiej XX w., Wielka Księga Kawalerii Polskiej;
- wiedza o koniu. Literatura: "Akademia Jeździecka";
- przygotowanie konia do jazdy i dobra umiejętność jazdy konnej;
- znajomość regulaminów mundurowego i musztry oraz praktyczne ich stosowanie;
- znajomość zasad walki szablą i lancą;
- zasady zachowania się kawalerzysty w czasie służby, pracy i w czasie wolnym. Tu również można polecić lektury: Ułańska młodość, F. Skibiński, Ułani, ułani, G. Cydzika, Ale serce boli, S. Lindnera;

Oficer nie może zaznaczać, że któraś z powyższych dziedzin jest nieistotna.
Nie musi być mistrzem, ale nie może być ignorantem w żadnej. Chociaż w jednej z nich powinien być ekspertem. Podwładni mają często dużą wiedzę i z tym trzeba się liczyć.
Jeżeli czegoś nie wiemy, należy powiedzieć "nie pamiętam, sprawdzę". Najgorszym wyjściem jest mówienie czegoś, co się nam wydaje, a potem okazuje się, że rzeczywiście – wydawało nam się. W żadnej z powyższych dziedzin dowódca, oficer nie może okazać się ignorantem.
Niewłaściwe jest cwaniactwo, wynikające często z nawiązywania do „tradycji” zasadniczej służby wojskowej gdzie "miganie się" od obowiązków było postrzegane, jako zaleta oraz nawiązywanie do obcych, najczęściej zaborczych tradycji, bo fajne.
Dowódca opiekuje się swoimi podwładnymi. Jest autorytetem w wymienionych dziedzinach nie dlatego, że jest oficerem dowódcą a dlatego, że rzeczywiście się na nich zna. Jeżeli czegoś nie wie, nie wymyśla bzdur. Potrafi się przyznać do niewiedzy, ale to nie może być codziennością.
Są dziedziny, w których trzeba być bezkompromisowym: dbałość o konia (codzienna i na rajdzie), bezpieczeństwo na jeździe (ludzi i koni) i podczas ćwiczeń z bronią.
         Musimy stale pamiętać, że dowodzimy ochotnikami, od których nie może wymagać takiego posłuszeństwa, jak od żołnierza zawodowego czy służby zasadniczej. Każdy kawalerzysta-ochotnik jest inny. Oficer-dowódca KO musi być dobrym psychologiem. Lepszym niż w WP. Stawiając sobie za wzór kawalerię II RP, nie zapominajmy, że większość kawalerzystów musiała, a nie chciała. Taki dostali przydział. My mamy do czynienia z ludźmi, którzy chcą, i naszym zadaniem jest utwierdzić ich w tym "chceniu".
Jednym z trudniejszych wyzwań jest uzupełnianie stanu szwadronu. Zaangażowanie ochotnika to 3 do 5 lat. Naszym podstawowym zadaniem jest zapoznanie ochotników z rolą kawalerii w historii Polski i nauczenie podstaw prawidłowej jazdy konnej. Jeżeli to możliwe, wytworzenie przywiązania do barw pułkowych.                                                        Zainteresowania, szczególnie młodych ludzi, zmieniają się co 2 – 3 lata. Jeżeli nauczymy ochotnika w/w rzeczy, a on chce iść gdzie indziej, należy mu podziękować za dotychczasową współpracę i zapraszać na Św. Pułkowe. Innym a podobnym rozwiązaniem jest ukierunkowanie w dalszej, ale samodzielnej działalności – patrz P. Szakacz i ja. Miejsce odchodzących powinni jak najszybciej zająć rekruci-ochotnicy. Dobrym rozwiązaniem jest działalność rtm. A. Sujeckiego polegająca na współpracy z klasami mundurowymi szkół średnich.
         Bardzo ważnym zadaniem Oficera-Dowódcy jest przedstawianie prawdziwej historii kawalerii polskiej i jej roli w historii naszego kraju. Pokutują w języku naszym powiedzenia i związki frazeologiczne zaprzeczające temu. „Szarże na czołgi”, „kozietulszczyzna” czy ostatnio modne pojęcie „szarży” jako nieudanego, nieprzemyślanego przedsięwzięcia. Zadaniem każdego oficera Kawalerii Ochotniczej jest umiejętność i wiedza wyjaśnienia szkodliwości i nieprawdziwości tych określeń podobnie, jak ma to miejsce przy kłamliwym określeniu "polskie obozy zagłady". 
         Pomocą dla nas w podejściu do Naszej trudnej historii może być wiersz Adama Asnyka, uczestnika Powstania Styczniowego, członka Rządu Narodowego. Wiersz powstał po upadku Powstania.

                                                        rtm. Robert Woronowicz


 Miejmy nadzieję!

Miejmy nadzieję!... nie tę lichą, marną,
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejmy nadzieję!... nie tę chciwą złudzeń,
Ślepego szczęścia płochą zalotnicę,
Lecz tę, co w grobach czeka dnia przebudzeń
I przechowuje oręż i przyłbicę.

Miejmy odwagę!... nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejmy odwagę!... nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Miejmy pogardę dla wrzekomej sławy
I dla bezprawia potęgi zwodniczej,
Lecz się nie strójmy w płaszcz męczeństwa krwawy
I nie brząkajmy w łańcuch niewolniczy.

Miejmy pogardę dla pychy zwycięskiej
I przyklaskiwać przemocy nie idźmy!
Ale nie wielbmy poniesionej klęski
I ze słabości swojej się nie szczyćmy.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić...

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

     Adam Asnyk (6 maj 1871)

Regulamin Kawalerii. Warszawa 2014






Regulamin Kawalerii. Musztra Pododdziałów Konno. Warszawa 2014

            Regulamin Kawalerii. Musztra Pododdziałów Konno. Warszawa 2014 powstał po 20 latach pracy szkoleniowej z kawalerią konną ochotniczą i wojskową. Pracę szkoleniową z kawalerią ochotniczą rozpocząłem w 1993 r. ze Szwadronem Konnego Przysposobienia Wojskowego KRAKUS im. 1 Pułku Szwoleżerów JP. Zajęcia odbywały się w Szkole Jazdy Konnej "Pa Ta Taj" pana Jacka Jankowskiego. Podstawą szkolenia kawaleryjskiego był podręcznik instruktorów KPW KRAKUS z 1935 r. oraz Regulamin Kawalerii z 1938 r. Już od pierwszych zajęć z musztry ujawniło się kilka niedostosowań przedwojennych regulaminów do współczesnej kawalerii ochotniczej.         O wojskowej w 1993 r. można było tylko pomarzyć. Pierwsze niedostosowanie: rodzaje zwrotów       i ich wykonywanie dostosowane do wojskowej służby zasadniczej ćwiczącej "codziennie" przez dwa lata a nie do ochotników jeżdżących średnio raz na dwa tygodnie. Ćwiczenia z kawalerią ochotniczą wykazały, że lepiej nadać nazwę każdemu rodzajowi zwrotów, a nie mieć do jeźdźców pretensję, że nie są w stanie zapamiętać ogólnych zasad przedwojennego regulaminu. Dokładne określenie w komendach różnych rodzajów zwrotów było konieczne dla wykonywania urozmaiconej musztry konnej w czasie pokazów kawaleryjskich. One właśnie stały się podstawowym rodzajem działania współczesnej kawalerii konnej.
            Przedwojenna kawaleria posługiwała się wieloma regulaminami. Pierwszym po wojnie          o Niepodległość był regulamin z 1922 r. W latach późniejszych powstawało wiele regulaminów tymczasowych korygujących niektóre części tego z 1922 r. Definicji pojęć podstawowych często nie powtarzano, uznając je za rzecz oczywistą – "koń jaki jest, każdy widzi". Przykładem może być pojęcie roty. W regulaminie z 1922 r. jest ona zdefiniowana, a w regulaminie z 1938 r. jest tylko wspomniana przy opisie sekcji, ale bez określenia, co to jest. Dlatego regulamin z 2014 r. rozpoczyna się od szczegółowego opisu pojęć podstawowych. Kawaleria nie istniała w Wojsku Polskim od ponad 60 lat i nic nie było oczywiste.                                        
  Innym powodem powstania regulaminu była konieczność zapisania w formie obowiązującego dokumentu rezultatu ponad 20 letniej pracy przy szkoleniu kawalerii współczesnej. W 2013 r. odszedłem ze Szwadronu Kawalerii WP do Dowództwa Garnizonu Warszawa i w Szwadronie bywałem jedynie dwa razy w tygodniu. Brak stałego nadzoru nad szkoleniem pokazał stopniowe przeinaczanie komend i pojęć co tym bardziej przyspieszyło prace nad powstaniem Regulaminu.
            Inne szczegóły historii jego powstania znajdzie czytelnik w zamieszczonym poniżej wstępie do Regulaminu:
„Szwadron Kawalerii WP powstał latem 2000 r. po 52 latach od zlikwidowania kawalerii konnej, jako odrębnego rodzaju wojska. Z chwilą powstania szwadron otrzymał reprint Regulaminu Kawalerii II RP z 1938 r. Nie wydany został jednak żaden rozkaz, który precyzowałby, na jakim regulaminie powinno się opierać szkolenie nowego pododdziału. W październiku 2000 r. przejąłem od ppłk w st. spocz. Henryka Sołtysika, kawalerzysty Warszawskiej Brygady Kawalerii, funkcję instruktora wyszkolenia kawaleryjskiego Szwadronu Kawalerii WP. Miałem za sobą siedmioletnie szkolenie szwadronu ochotniczego Konnego Przysposobienia Wojskowego „Krakus”. Szwadron ten pod moim dowództwem brał udział w obchodach Święta Niepodległości w 1998 r. Był to pierwszy udział kawalerii konnej w uroczystościach państwowych od 50 lat. Siedmioletnie szkolenie kawalerii ochotniczej oraz pierwszy rok szkolenia szwadronu WP ujawniły nieprzystosowanie przedwojennych regulaminów do zadań stawianych obecnie. Regulaminy II RP miały przygotować kawalerię do przyszłej wojny. Kawaleria istniała we wszystkich armiach nieprzerwanie od kilkuset lat i sprawy pokazów i wystąpień reprezentacyjnych były rzeczą tak oczywistą, że nie poświęcano im miejsca     w regulaminach. Poniższy regulamin powstał w celu skodyfikowania wypracowanych w ciągu dwudziestu lat zasad musztry konnej kawalerii, która powstała po półwiecznym nieistnieniu             w strukturach naszej armii, a która odrodziła się dla innych celów niż stawiane przed kawalerią II RP. Zasady poruszeń oraz komendy są oparte o Regulamin Kawalerii, część I, tom 2 z 1938 r. i są z nim kompatybilne. Pozwala to na wykorzystanie obecnego regulaminu również podczas rekonstrukcji historycznych. Szczególnie szyki luźne sekcji i plutonu znajdują zastosowanie podczas tego rodzaju działań. Poprawność i zasadność zmian oraz dostosowanie tego regulaminu do współczesnych potrzeb zostało zaaprobowane przez p. gen. bryg. Michała Gutowskiego. Generał był ostatnim żyjącym dowódcą szwadronu kawalerii II RP i w latach 2000 – 2006 wraz z ppłk. Henrykiem Sołtysikiem roztaczali fachową opiekę nad Szwadronem Kawalerii WP.”
(cały Regulamin do pobrania na stronie www.cwko.pl/pliki)

Najczęstsze błędy popełniane przy korzystaniu z tego i innych regulaminów kawaleryjskich
      1.   Nieumiejętność czytania regulaminów kawaleryjskich
      Człowiek przyzwyczajony do czytania tekstów cywilnych wie, że istotnej treści na stronie tekstu jest niewiele, dwa trzy zdania, reszta to ozdobniki. Tymczasem w regulaminie kawaleryjskim nie ma zbędnego zdania ani słowa. Przeczytanie takiego regulaminu jednorazowo "od deski do deski" nic nie daje potencjalnemu instruktorowi wyszkolenia kawaleryjskiego. Należy sobie wybrać dwa lub trzy paragrafy na maksymalnie trzech stronach i spokojnie je przestudiować, ważąc każde zdanie i słowo, aby dokładnie zrozumieć ich sens. Dopiero po tym przechodzimy do następnych, równie niewielkich porcji tekstu.
      2.    Nieprzywiązywanie należytej wagi do pojęć podstawowych i niezmiennych zasad poruszania się w szyku kawaleryjskim
      Chodzi tu o pojęcia "odległość" i "odstęp" oraz zasadę równania do jednego konkretnego sąsiada a na łukach do sąsiada zewnętrznego. Wagę tych rzeczy obrazują rysunki w Regulaminie. Bez dogłębnego zrozumienia tych problemów nie jest możliwe prawidłowe prowadzenie musztry konnej.
Obserwując treningi i występy współczesnych pododdziałów, często może zauważyć, że jeźdźcy jadą jako przesadnie zbita grupa – np. zamiast „na czucie strzemion” (jak nakazuje regulamin), jadą ściśnięci bok w bok, uderzając się kolanami, a często wręcz zgniatając jeźdźca w środku szeregu. Podobnie bywa z odległością, która mierzona jest w głąb szyku – najgorsze wrażenie sprawia, jeśli część pododdziału jedzie z głowami koni na zadach koni poprzedników, a inna część pozostawia jednocześnie zbyt dużą odległość. Z kolei przy równaniu bardzo często jeźdźcy zapominają, że przy zakrętach to wewnętrzni jeźdźcy muszą dostosować tempo do jeźdźców zewnętrznych i że powinni jechać kolano za swoim sąsiadem. Wszystkie te drobne elementy często decydują o tym, czy dany pododdział – nawet przy najprostszych zmianach szyku, a nawet jako kolumna – prezentuje się jako zorganizowana i wyćwiczona formacja, czy też jako przypadkowa grupa konnych mających ze sobą do czynienia od czasu do czasu.
      3.     Niestaranne czytanie opisów i rysunków figur kadryla
      Często prowadzący trening zapamiętuje jedynie nazwy figur, zakładając, że resztę wie bez uważnego czytania opisu. Właśnie kadryl bezwzględnie pokazuje konieczność ścisłego reżimu zachowania odległości w poszczególnych fazach ćwiczenia. Odległości podane w regulaminie nie są wartościami wziętymi z sufitu. Są one wynikiem 20 lat pracy nad tymi elementami. Bez ich przestrzegania kadryl nie będzie udany.
       4.     Tworzenie nowych figur kadryla przed opanowaniem figur opisanych w regulaminie
       Często osoby, które zaczynają zajmować się musztrą, usiłują wymyślać własne zasady i figury, zakładając, że te z regulaminu są nudne i zbyt ograne. Oczywiście każdemu wolno to robić, ale zalecam najpierw nauczyć się wykonywać elementy z regulaminu na poziomie dobrym. Dopiero po opanowaniu tego, co jest szczegółowo opisane, można wymyślać własne rozszerzenie przy wykorzystaniu doświadczeń z zastosowania zasad i reguł regulaminu.
        5.     Brak odpowiedniego wyznaczenia i oznaczenia placu musztry na potrzeby kadryla
Błędem często popełnianym przy wykonywaniu pokazów kawaleryjskich jest brak oznaczenia wymiarów placu. Gdy np. pokaz odbywa się na stadionie, wykorzystywany jest cały plac, w skutek czego pododdział wykonujący ginie w jego przestrzeni. Regulamin wyraźnie podpowiada, jaki teren powinien być oznaczony w zależności od ilości występujących kawalerzystów. Nie należy o tym zapominać, mimo że łączy się to z dodatkową wcześniej zaplanowaną pracą.
Plac dla musztry można wyznaczyć w podobny sposób jak czworobok w konkursach ujeżdżenia. Najważniejsze jest wyznaczenie narożników oraz środka długich i krótkich ścian placu. Pozwala to pododdziałowi wykonującemu pokaz utrzymać pełne wyjeżdżanie narożników, utrzymać lepszą synchronizację wykonywania komend przez jeźdźców, a także polepszyć ogólne wrażenie porządku   i symetrii wykonywanych figur. Wrażenie estetyczne poprawi również wcześniejsze zaplanowanie      i przygotowanie odpowiednich elementów służących do oznaczania kluczowych punktów placu –    w przeciwnym razie pododdział będzie zmuszony poszukiwać elementów improwizowanych takich jak pachołki lub części pozorników do broni białej.
Niezależnie od kwestii estetycznych, planowanie należy uznać za kluczowy element każdego pokazu – zwłaszcza w przypadku imprez na obcym terenie. Zapoznanie się z warunkami panującymi na placu przeznaczonym pod pokaz pozwoli z góry dostosować przebieg pokazu do możliwości terenowych, a także zadbać o bezpieczeństwo uczestników, koni i widzów. W tym celu warto, aby dowódca pododdziału wcześniej samodzielnie obszedł teren, na którym ma odbyć się musztra.
Na koniec rada dla wszystkich ćwiczących musztrę konną. Podstawą jest jazda w dwójkach. Zawsze równamy do jednego sąsiada. Do którego – mówi nam regulamin. Kryjemy tylko na poprzednika. Stąd wniosek, że już dwóch kawalerzystów może ćwiczyć podstawy musztry. Jeśli nauczymy się podstaw musztry konnej w dwójkach, możemy jeździć czwórkami, trójkami, szóstkami czy ósemkami. Zasady musztry konnej są wszędzie takie same. Dzięki temu nie będzie nam straszne jeżdżenie czy to w szykach napoleońskich, czy z lat dwudziestych.

                                   Miłej zabawy (na poważnie) w czasie ćwiczeń.
                                   Przecież o to chodzi i tylko wtedy wyjdzie dobrze.
                                                                           rtm. Robert Woronowicz

niedziela, 28 sierpnia 2016


Arlekin III,
prawdopodobnie ostatnie zdjęcie.

         „W 1937 r. zakończona została organizacja wyczynowej grupy sportowej w CWK w Grudziądzu” (1, str. 261). Arlekin III, koń rtm. Roycewicza, na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 r. został zakwalifikowany do tej grupy.
„Tuż przed wybuchem II wojny światowej konie Grupy Sportu Konnego zostały ewakuowane z Grudziądza i skierowano je do koszar 1 Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie. Zdążając tam pieszym marszem, zatrzymano się na wypoczynek pod Górą Kalwarią i ulokowano konie w dużej stodole. W tym czasie miał miejsce nalot lotniczy, bomba trafiła w stodołę, pozabijała konie, a reszty zniszczenia dokonał gwałtowny pożar.”(1, str. 303). Tak kończy się informacja o losach koni Grupy Sportu Konnego w „Dziejach konkursów hipicznych w Polsce” Witolda Pruskiego. Kataklizm, jaki spotkał nasz kraj, stawiał przed ludźmi większe problemy niż los kilku koni.
         W 1994 r. nawiązałem kontakt z Kołem Pułkowym 1 Pułku Szwoleżerów JP. Szczególnie bliskie stosunki łączyły mnie ze śp. Zastępcą Przewodniczącego Koła, ppłk w st. spocz. doktorem Zdzisławem Klawe. Pan Zdzisław, pochodzący ze znanej rodziny warszawskich przemysłowców, już jako młody człowiek brał udział w konkursach hipicznych i żywo interesował się tą dziedziną sportu. Jesienią 1938 r. rozpoczął slużbę wojskowa w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Miał tam możliwość oglądać treningi koni Grupy Sportu Konnego i zapamietać te najsłynniejsze, które startowały na Olimpiadzie w Berlinie. Tuż przed wybuchem wojny podchorąży Klawe został skierowany do 1 Pułku Szwoleżerów, w którym odbył całą Kampanię Wrześniową. Uniknął niewoli i kontynuował służbę w tych samych barwach w konspiracyjnych stukturach pułku w ZWZ AK. Za walki w Powstaniu Warszawskim został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari. Po wojnie został lekarzem.
          W trakcie jednego z naszych spotkań pan Zdzisław pokazał mi zdjęcie wykonane wiosną 1940 r. „To ja z Arlekinem III” powiedział pan pułkownik. Następnie potoczyła się opowieść o młodym podporuczniku i słynnym koniu sportowym.
         „W drugiej połowie września 1939 r. gospodarz z okolic Góry Kalwarii przyprowadził do Instytutu Biologicznego w Drwalewie konia z rozległymi, zaropiałymi ranami oparzeniowymi na szyi, karku i grzbiecie. Rozmieszczenie
i rozległość ran na długi czas uniemożliwiały użytkowanie konia
w gospodarstwie. Pan Henryk Makarski, administrator Drwalewa, nie zidentyfikował konia, ale ocenił go i kupił za wóz ziemniaków. Sprzedający uważał, że pieniądze polskie będą bezwartościowe, ziemniaki zaś sprzedawał na przedpolu walczącej jeszcze Warszawy. Z nieskładnych informacji pan Makarski dowiedział się, że koń wydostał się wraz z innym z płonącej stajni położonej 3 – 4 kilometry od Góry Kalwarii. O losach drugiego konia sprzedający wyraźnie nie chciał mówić.
         W połowie listopada zobaczyłem kupionego konia; był w dobrej formie i mogłem go rozpoznać. Ubytki poparzeniowe pokryte były naskórkiem z niewielkimi ogniskami ziarniny. W styczniu ubytki całkowicie pokryły się naskórkiem, pojawiły się kępki sierści. W marcu konia zacząłem siodłać i oprowadzać bez obciążenia. Starannie kontrolowane czucie i odruchy w okolicach wygojonych. W kwietniu rozpocząłem godzinne pełne treningi.
W maju w Drwalewie pojawiła się niemiecka komisja wojskowo –  weterynaryjna. Oglądając zgromadzone tam liczne konie, oficerowie niemieccy wyraźnie zwrócili uwagę na Arlekina. Instytut Biologiczny został przejęty przez Niemców, co uniemożliwiło mi dalszy kontakt z koniem” (maszynopis
dr Klawe).
          
                                                             rtm. Robert Woronowicz


1. Witold Pruski, Dzieje Konkursów Hipicznych w Polsce, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1982.



środa, 24 sierpnia 2016

Generał

(gen. Michał Gutowski we wspomnieniach instruktora wyszkolenia kawaleryjskiego
Szwadronu Kawalerii WP, Zastępcy Dowódcy Szwadronu)

Pierwsze spotkanie.

            Był 11 listopada 2000 roku. Od miesiąca szkoliłem Szwadron Kawalerii Wojska Polskiego do wystąpienia w tym dniu. Miał to być pierwszy udział pododdziału w Święcie Niepodległości. Wiedzieliśmy, że na tę uroczystość przyleciał aż z Kanady legendarny Generał, ostatni z żyjących dowódców szwadronu z Kampanii Wrześniowej, czyli człowiek, który wie, co to jest kawaleria. Odwiedził nas wieczorem tego dnia. Zameldowałem się przed prostym jak trzcina starcem o przenikliwym spojrzeniu. Generał wygłosił przemówienie do ułanów. Już wówczas zwróciłem uwagę na jasność formułowanych myśli i bezbłędne powroty do głównego wątku po każdej dygresji, niezwykłe jak na dziewięćdziesięcioletniego człowieka. Generał pochwalił ułanów za gwardyjski wygląd w czasie defilady. Myślałem, że chce ich podnieść na duchu, w końcu ćwiczyliśmy tak krótko. Jednak później już na osobności pochwalił naszą pracę szkoleniową, a wizytując w parę dni potem trening – zaaprobował metody szkoleniowe. Odetchnąłem.

Wspomnienia.

            Kontakty z Generałem stawały się coraz częstsze. Wówczas mieszkał sam na ulicy Oleandrów i tylko weekendy spędzał u przyjaciół. Lubił, gdy odwiedzaliśmy go w trzy, cztery osoby z kawalerii ochotniczej. Adam, Krzysztof i ja stanowiliśmy grupę młodych osób, przy których Generał wyraźnie się ożywiał. Wspomnienia dzieliły się na te wojenne oraz sportowo – jeździeckie. Zadziwiała fotograficzna niemal pamięć zdarzeń z Kampanii Wrześniowej oraz walk 1 Dywizji Pancernej w 1944 i 45 roku. Słuchając wspomnień, czuło się prawdę przebijającą ze słów Generała. Opisy szarż kawaleryjskich, pojedynków pancernych pozbawione były patosu, za to pełne samokrytycyzmu opowiadającego, zastanawiającego się zawsze, czy można było zrobić coś lepiej, aby ochronić własnych podwładnych. Wspomnienia jeździeckie i przemyślenia szkoleniowe dotyczące koni
i jeźdźców zadziwiały prostotą rozwiązań i metodycznością działania. Osiągnięcia Generała były najlepszym potwierdzeniem słuszności jego teorii. Z wielkim niepokojem przyjmowaliśmy częste w pierwszych latach wyjazdy naszego ghuru do Kanady. Czy jeszcze wróci? To pytanie dręczyło nas do momentu każdego powrotu. Poczuliśmy ulgę, gdy na stałe zamieszkał w Polsce.

Razem na koniu.

Do 2004 roku wizyty Generała w Starej Miłosnej, gdzie stacjonuje Szwadron Kawalerii WP, łączyły się z przejażdżkami konnymi. Pierwsza miała miejsce wiosną 2001 roku. Nie znając jeszcze tężyzny pana Michała wybrałem spokojną, starą klacz Borowinę, sam zaś dosiadłem mojej Dumki. Po pięciu minutach Generał powiedział: „zawsze jeździłem na dobrych koniach, a pan dał mi taką łupę”. Zaproponowałem zamianę na moją klacz. Po uzyskaniu aprobaty zeskoczyłem z konia gotów pomóc weteranowi przy zsiadaniu.”Niech pan przytrzyma oba konie” – rozkazał Generał, po czym bez schodzenia na ziemię przesiadł się z jednego konia na drugiego. Nawet nie zdążyłem się wystraszyć, tak szybko to zrobił. Odtąd przejażdżki stały się normalnością, czasami łączyły się ze skokami przez nieduże przeszkody terenowe. Po każdym takim wydarzeniu z przejęciem relacjonowaliśmy znajomym wyczyny  Naszego Dziewięćdziesięciolatka. Kiedyś Generał obserwował prowadzony przeze mnie trening władania szablą i cięcie łóz. Nie wytrzymał, dosiadł konia i spróbował tej sztuki, w której przodował na zawodach Militari ponad sześcdziesiąt lat temu. Najazd na łozę i moment cięcia były idealne, jednak wyniesione z wojny uszkodzenie oka powodowało, że szabla mijała łozę. „ Nic to” – powiedział –  „jestem już umówiony na zabieg u okulisty, po nim będzie lepiej”.
W czerwcu 2002 roku na Wielkiej Rewii Kawalerii w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej Generał dowodził defiladą 140 kawalerzystów. Po defiladzie mieliśmy wykonać pozorację szarży. Okazało się, że nasz Weteran dowodzi i w tej części Święta. 140 koni ruszyło kłusem, a następnie galopem po murawie lotniska w Glinniku. Na komendę „marsz, marsz” konie ruszyły cwałem. Na czele na kasztanowatym Tunisie pędził dziewięćdiesięciodwuletni Generał.
Zimą 2003/04 kłopopty z kręgosłupem nasiliły się, konieczna była operacja. Termin wyznaczono na styczniowy poniedziałek. W niedzielę poprzedzającą ten dzień Generał pojechał do zaprzyjaźnionej stajni, dosiadł konia i przeskoczył na nim kilka niewielkich przeszkód. Operacja udała się, chodził sam w dwa dni później, ale na konia nie wsiadł już nigdy.

Ułani.

Generał starał się odwiedzać Szwadron Kawalerii WP zawsze, gdy przychodził nowy pobór. W kilkunastominutowej mowie przedstawiał kandydatom na ułanów zaszczyt, jaki ich spotkał w związku ze służbą w tym pododdziale. Odwoływał się do pamięci o tych wszystkich swoich kolegach, którzy polegli walcząc o wolną Polskę. Wrażenie na ułanach wywierał niesamowite, nie zdarzyło się, aby którykolwiek przysnął na takim wykładzie. Kontakt z tymi młodymi następcami dawnych kawalerzystów działał na Generała, jak pobudzający narkotyk. Głos stawał się dźwięczny i wyraźny, prosta postawa i groźne spojrzenie powodowały, że spotkanie takie na zawsze pozostawało w pamięci żołnierzy.

Pożegnanie.

Nieubłagany czas coraz bardziej dawał o sobie znać. W 2005 roku Generał zamieszkał na stałe u Pani Ewy i Pana Ryszarda – swoich przyjaciół, którzy otaczali go opieką od czasu powrotu z Kanady. We wrześniu 2005 roku zorganizowano wspaniałe urodziny Generała na Warzawskiej Cytadeli. Miałem wówczas honor pełnić funkcję jego adjutanta i towarzyszyć Mu we wjeździe na Cytadelę w stylowym lando. Zima to dla tak wiekowych ludzi bardzo ciężki czas. Generał dużo spał, w trakcie spotkań widać było wyczerpywanie się sił witalnych przyspieszone poważną chorobą. Nadchodziła Wielkanoc, w Wielki Piątek zatelefonował do mnie Generał. Powiedział, że idzie do szpitala i że ma przeczucie, że się już nie zobaczymy. Podziękował mi za pracę włożoną w wyszkolenie Szwadronu – „Pistolet z pana, panie Robercie”- to najwyższa pochwała, jaka może spotkać kawalerzystę z ust przedwojennego oficera. W piętnaście minut byłem u pp. Ewy i Ryszarda, gdzie przebywał Generał. Porozmawialiśmy piętnaście minut, wszystko wyglądało w najlepszym porządku. W Wielką Sobotę zawieziono go do szpitala na wzmocnienie kroplówką przed Świętami. W Wielką Niedzielę, szykując się do wyjścia z kliniki, Generał upadł i złamał sobie kość udową.
Operacja, a po niej nieudana rehabilitacja przyspieszyły nadejście końca. W trakcie kilkakrotnych wizyt w szpitalu, a później w hospicjum poznawał nas i zawsze pytał: „ co tam w Szwadronie?”, ale rozmowa w pamiętny Wielki Piątek była zgodnie z jego przeczuciem ostatnim naszym w pełni świadomym kontaktem.

                                                                                         rtm. Robert Woronowicz